W Nowym Roku chciałabym życzyć Wam odwagi, byście mogli sprostać oczekiwaniom i zadaniom, jakie nad Wami zawisną, spełnić marzenia, zawalczyć o swoje dobro i szczęście, o siebie. Spokoju ducha. Zawziętości oraz siły do stawiania czoła wszystkim tym, którzy będą chcieli burzyć Wasze szczęście i spokój. Szybkiego przyswojenia sztuki zdrowego egoizmu bo tylko to pozwoli nie stracić ani grama z poczucia swojej wartości oraz czerpania radości z małych codziennych rzeczy. Codziennego uśmiechu na twarzy.
Refleksja na nowy rok ...
Dzień nie był najcieplejszy, lekka bryza frontu norweskiego w słoneczne popołudnie młodej wiosny biła w twarz, każdemu z mieszkańców środkowej Polski.
Wychodząc z domu nie mogłam powstrzymać się od podglądania ludzi, ich zachowania, codziennej strategii życia. Wtopiłam się w tłum. Szarzy ludzie, splątani własną bezmyślnością przetaczali się z boku na bok siejąc atmosferę tymczasowości. Nie było nic w nich ciekawego, a jednak „coś” nakazywało mi iść dalej. Przeciągający się stan ekstazy ducha wprowadzał ludzi w troglodycki zamęt. Każdy miał swoje pięć minut, które chciał wykorzystać. Tylko ja, snułam się jak cień po ulicach, szukając, ciekawej jednostki, która padła by ofiarą, moich refleksyjnych rozmyślań.
Nie było nikogo, a może było za dużo ludzi by zauważyć, tę najciekawszą.
Zaczął padać deszcz. Oczywiście nie ufając synoptykom nie wyposażyłam się w parasol.
Nucąc pod nosem deszczową piosenkę postanowiłam wypić coś ciepłego w pobliskiej kawiarni.
" I'm singin' in the rain
Just singin' in the rain
What a glorious feelin"
Niestety, nie tylko ja nie lubię deszczu, wszystkie sześć kawiarnianych stolików było zajętych, przez roześmianych młodych wiekiem i duchem ludzi. Dostrzegłam jednak jedno wolne miejsce, przy ostatnim stoliku. Siedziało przy nim dwóch mężczyzn w sile wieku, zacięcie o czymś dyskutując.
Podeszłam do ich stolika. Nie chcąc im przeszkadzać, poprosiłam tylko o użyczenie mi krzesła, machnęli tylko rękoma znacząco. Przeniosłam jednak krzesło trochę dalej, ustawiając je tym samym, na środku kawiarni. Miałam możliwość spoglądania na wszystko i na wszystkich, czym jednak zirytowałam kelnerkę , która musiała dryfować wokół mnie z pełnymi tacami.
Nie przejęłam się zbytnio jej wymownym wyrazem twarzy. Zamówiłam gorącą czekoladę i zaczęłam skupiać się nad sensem... czego?- Sama nie wiem.
Nagle z motłochu myśli wyrwały mnie słowa, jednego z mężczyzn.
- Załamanie tożsamości naszej cywilizacji prowadzi nas do autodestrukcji. Kultywowanie lenia intelektualnego, po cichu niczym rak przenika nasze uczucia, wydziedziczając homo sapiens z miłości!
Hmm... co miał na myśli? Chodziło mu o depresję społeczeństwa, która objawia się intelektualnym leniem?? – wychwytywałam, co ciekawsze zdania. Zastanawiając się nad sensem słów mężczyzny...
- Tak, to jest to! krzyknęłam...
Chciałam ugryźć się w język i przeprosić za swój wywód, ale uznałam, że kiedyś należy wyrazić swoje odczucia :
- Szczęście być nieświadomym, przekleństwem wiedzieć zbyt wiele.
Nie sposób dogodzić komukolwiek. Człowiek, choćby starał się nad wyraz żyć szczęśliwie, jednak zawsze znajdzie się miłośnik chaosu, nieszczęśnik trzymający w dłoni osobistą puszę Pandory.
- Zadziwiające jest to, że w żaden sposób nie możemy nad tym zapanować. To jest silniejsze od nas i na wskroś nas przeszywa, piętnuje od urodzenia, aż po ostatnie dni... – Walczyć? Nie ma jak..., jednak nie można złożyć broni.
-Jeśli przeciwnik jest silniejszy od nas, nie ma co stawać do walki na pięści, trzeba podejść go Ateńską mądrością – dyplomacją i sprytem!
Banał powiada, iż , co nas nie zabije, to wzmocni. Dzień w dzień trzeba walczyć z plagą obumarłych synaps, z nieszczęśnikiem pominiętym przez los, z samym sobą, tylko po to by być silnym.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz